Anna Karwowska

Karwowska_-_Tomik_poezji_-_Okladka___Srodki_-_NET-00007
Urodziłam się w 1947 roku w Rawie koło Puław, w tym roku wraz z rodzicami osiedliliśmy się na Ziemiach Odzyskanych, w Kotłowie, następnie w Biesowicach i od stycznia 1958 roku mieszkam w Dobieszewku. Pochodzę z rodziny wielodzietnej, robotniczej. Rodzice żyli bardzo skromnie, nie stać ich było na edukację dzieci, więc które skończyły szkołę podstawową szły pracować do PGR-u i zarabiały na swoje utrzymanie. Szczególnie dotyczyło to tych starszych, ja byłam druga, licząc od najstarszych.

Do dzisiaj mieszkam w tej samej miejscowości, z tym, iż pięć lat spędziłam na Mazurach, w Kętrzynie, tam w latach sześćdziesiątych pracowałam w Zakładzie Odzieżowym jako szwaczka maszynowa. Jednak życie moje tam legło w gruzach, zostałam sama z dwojgiem dzieci. Ostatnią deską ratunku była praca w PGR i w domu u rodziców. Cel, jaki mi przyświecał – było wychować dzieci. Wychowałam je, wszyscy pozakładali swoje rodziny i wyjechali. Przyjeżdżają w odwiedziny, ale dla matki to mało, a na stałe wracać nie chcą. Pisać zaczęłam, gdy przeszłam na emeryturę. Swój smutek po wyjeździe dzieci przelewam literami na papier. Na sercu zawsze coś mi leży, żal, tęsknota, niesprawiedliwość, fałsz i to, że PGR-ery zlikwidowano, ludzi zostawiono bez pracy na „bruku”, nie dając nic w zamian. Tak postąpiono z ludźmi, którzy prawie całe życie w nich przepracowali. PGR-ery poszły na pierwszy ogień likwidacji, patrząc okiem wiejskiej kobiety nie mogę tego zrozumieć. W PGR w Dobieszewie (później w Dobieszewku) przepracowałam trzydzieści cztery lata, w produkcji zwierzęcej i roślinnej. Byłam m.in. dojarką, pracowałam w polu. Mnie w komunie żyło się lepiej, po przemianie przez dwie zimy nie miałam, za co żyć, ani pracy, ani państwowej jałmużny. Byłam tak zdesperowana, że chciałam skończyć z życiem. Brakuje mi tamtych czasów, z wiekiem coraz bardziej widzę, co się teraz dzieje. Kapitalizm to dobra rzecz, ale nie dla wszystkich, rozwarstwia ludzi, nawet ślepy to zauważy. Wierzę w Boga. Tak chciałabym, aby „zwrócić Bogu to, co jest boskie, a cesarzowi to, co cesarskie”. Poetką nie czuję się i nie jestem, piszę, co serce dyktuje słowem prostym, zrozumiałym dla każdego, nawet nie spodziewałam się, że tyle się nazbiera. Wiem, że innym nie dorównam, nawet nie próbuję, są ode mnie lepsi. Chwała im za to. Dzięki pisaniu poznałam wielu ludzi tworzących poezję, bardzo miłych i to właśnie od nich dużo się nauczyłam. Ile jeszcze napiszę, nie wiem, oby zdrowie pozwoliło. Czytając moje wiersze czytelnik zrozumie, o co mi chodzi, co mnie boli, co złości i co kocham. Jest to mój pierwszy tomik, na więcej nie liczę, ale wiem, że gdy odejdę z tego świata, nie zostawię czarnej, pustej dziury po sobie.
KOCIE ŁBY
Zawsze te same
nieustraszone od lat
Niejedne ślady na nich nakreślił czas
deszcz zmywał kurz
może kiedyś i krew
zostały
nie drgnęły nawet
W człowieku zagubiła się pamięć
że te kamienie
układała ręka
Helmuta Hansa czy Erwina
nie próbuj porównać ich
z czarnym asfaltem
Te „kocie łby”
to woń przeszłości
historia
gdyby mogły mówić…
Anna Karwowska

Galeria

Typ 014
Typ 263
4df1f49def604_o
8805b119-f22c-4636-a5eb-e6bbfd8e940d_714x
Odznaka (1)
Odznaka
Dyplom
Dyplom (1)
Dyplom (2)
Dyplom (3)
Dyplom (4)
Dyplom (5)
Obraz 048000001
Obraz 050000001
Obraz 059000001
Obraz 153000001

Komentarze