Bolesław Dadon

Bolesław Dadon (lat 74), od maja 1945 mieszkaniec Budowa
Do Budowa przybyłem wraz z rodzicami w maju 1945 roku, miałem wtedy 10 lat. Mój ojciec Wiktor i jego brat Mieczysław oraz jeszcze dwóch jego kolegów tj. Słomiński Roman i Bławat Józef przybyli do tej wsi z okolic Kościerzyny, z miejscowości Nowe Polaszki. Tam nie za wiele posiadali, pracując i gospodarząc, a tu na ziemiach Odzyskanych mieli szanse gospodarzyć na swoim.

Moja rodzina była jedną z pierwszych, które pojawiły się w Budowie. Mój ojciec był pierwszym sołtysem. Cała swoje życie zawodowe wiązałem z pracą na własnym gospodarstwie i jako kierowca i brygadzista w PGR. Na początku lat 90 przeszedłem na emeryturę i dziś cieszę się z życia u boku rodziny. Z opowiadań ojca i z tego, co sam pamiętam, gdy przybyliśmy do Budowa Niemców, mieszkańców tej wsi było wówczas niewiele. Część z nich powróciła później, gdy okazało się, że nie ma już jak uciekać do Niemiec. Wieś nie była zniszczona, stacjonowali w niej Rosjanie. Nie pamiętam, żeby zachowywali się w jakiś sposób wobec nas niewłaściwy. Odziały frontowe były karne i zdyscyplinowane. Gorzej było z maruderami, złodziejami i bandytami, którzy ciągnęli za frontem. Ci brali, co im pod rękę podeszło.
Jeśli chodzi o postacie i osoby, które pamiętam to jest ich kilka. Pierwszym nauczycielem we wsi był Bryński, jeszcze przedwojenny nauczyciel. Wiąże się z nim pewna historia. Otóż kiedyś namawiał, bądź powiedział ludziom żeby darowali sobie udział w zebraniu, które organizowała Partia w sprawie spółdzielni (wtedy taki polski odpowiednik radzieckich kołchozów). W parę dni później został aresztowany, przez UB i skazany na dwa lata więzienia za wrogą propagandę. Jak wrócił to już nie, jako nauczyciel. Jego następcą był Staśkowiak. Jeśli chodzi o szkołę, to w Budowie były tylko klasy od 1 do 4, a do 5 i 6 jeździliśmy do Motarzyna. W 1956 powstała 7 klasa w Budowie. Pierwszym księdzem był ks. Wrzosek, który przyjeżdżał do Budowa bryczką aż z Łupawy. Potem zastąpił go ks. Klepa, po którego już trzeba było jeździć ( robił to Suchomski z Motarzyna). Pierwsze msze były w szkole, gdyż kościół wtedy remontowano. Pamiętam, że w późniejszym Urzędzie Gminy, obok piekarni była apteka.  Obok posesji państwa Balik, gdzie przedtem była warsztat Stelmacha stała pompa paliwowa, Do niedawna jej podstawa jeszcze stała nieopodal. Pierwsza Rada Gromadzka w Budowie była tam, gdzie później weterynaria, a teraz mieszkają państwo Osowscy. Tam brałem ślub ze swoją żoną. Naprzeciwko domu państwa Andryszkowskich, tam gdzie dziś jest pusty plac stał budynek, w którym były mieszkania, a na parterze sala, w której urządzano zabawy. Na początku jak tu zamieszkaliśmy były problemy ze zdobyciem żywności. Każdy właściwie i mój ojciec też miał wtedy broń. Chodziliśmy, więc na polowania. W okolicznych lasach bywało jednak niebezpiecznie. A to z powodu partyzantki niemieckiej, która gdzieś w okolicach Kotowa miała swoją bazę. Na jednym z polowań, kiedy tato strzelił do sarny, która stała na skraju lasu, z naprzeciwka padła kanonada z broni maszynowej- ledwo wtedy uszliśmy z życiem. Przypadkowo natknęliśmy się na przemieszczający się oddział Werwolfu. Gdy Rosjanie zlokalizowali ich siedzibę, już ich tam nie było. Sprawa ta wyszła przez przypadek. Radziecki żołnierz- Saszka-(znałem go), pilnujący stodoły ze zbożem, czy sianem, która stała na „ krzyżówkach”, pewnego wieczoru zauważył dwóch ludzi idących w stronę Unichowa. Gdy wezwał ich do wylegitymowania jeden z nich wyciągnął nóż i ranił wartownika. Niemcy ( jak się potem okazało) zaczęli uciekać. Jednego Saszka zastrzelił, a drugiego ranił. Mimo to zdołał on zbiec. Gdy rannego Rosjanina koledzy zawieźli do lekarza do Unichowa natknęli się tam na tego rannego Niemca, który też przyszedł tam z prośbą o pomoc. Natychmiast go aresztowano. Po śledztwie (zapewne i po torturach) wydał on, gdzie jest kryjówka reszty partyzantów. Jednak, gdy zjawiło się tam wojsko bunkier już był opuszczony. Niemcy dowiedziawszy się, że ich kolega wpadł, porzucili ukrycie. Polowania skończyły się, gdy milicja i UB skonfiskowała wszystkim broń. Jeśli chodzi o życie w powojennej Polsce to nie będę narzekał. Całe swoje życie przepracowałem w PGR. Dobrze zarabiałem. Miałem swoje gospodarstwo. Kupiłem dom, (w którym obecnie mieszkam) i go wyremontowałem. Praca nie była skomplikowana. Firma dbała o swoich pracowników.  Każdy dostawał deputaty (zboże, pasza, mięso, mleko).Gdy nadeszły zmiany gospodarcze ja już na szczęście byłem na rencie, a potem na emeryturze, więc nie odczułem, co to znaczy brak pracy. Teraz żyję w miarę spokojnie. Cieszę się byciem z rodziną i wnukami.

Źródło: T. Bola, Ludzie, ziemia, czasy

Komentarze