Jadwiga Paluch

Przyszłam na świat 12.10.1929 r. w województwie wileńskim, gdzie mojego ojca, z zawodu policjanta, przeniesiono na posterunek graniczny. Jednak dzieciństwo spędzałam w Polsce, a ściślej w Gowarczowie koło Opoczna. Kiedy front i działania wojenne zbliżały się do nas, ojciec postanowił wysłać nas do Lublina, Mówiono, że tam jest jeszcze spokojnie. Niestety, kiedy dotarliśmy do rogatek Lublina, miał miejsce straszny nalot bombowy. Wokół nas leżały ciała rozszarpanych, często jeszcze jęczących ludzi. Ponieważ moja mama była położną, zdarzało się jej w rowach odbierać porody. Podczas podróży do Lublina wiozący nas furmanką chłop postanowił zawrócić i zostawić nas w polu. Nagle przed nami stanął nasz ojciec. Nie dowierzaliśmy własnym oczom. Cóż to było za spotkanie. Razem udaliśmy się do Lublina, gdzie okazało się, że nikt na nas nie czeka. Rodzina w poszukiwaniu bezpieczeństwa, wyjechała na wieś do Czerniejowa. Tam też w końcu i my trafiliśmy, jednak tu także nie było bezpiecznie. Wraz z siedemnastoma innymi uciekinierami, przez dwa miesiące mieszkaliśmy w stodole u życzliwego gospodarza. Chowaliśmy się przed nalotami do lasu. W końcu postanowiliśmy wracać, (wojna wszędzie wyglądała tak samo). W drodze powrotnej, pamiętam to było w Puławach, mama nas zostawiła w parku i sama szukała transportu. W tym czasie podszedł do nas jakiś dziadek: długa broda, na głowie beret, odziany w jakieś palto. Dopiero po chwili rozpoznaliśmy naszego ojca. Po raz kolejny zdarzył się cud. Kiedy wspólnie wróciliśmy do Gowarczowa nasz dom był pusty, szyby powybijane. Wyjechaliśmy do Rudy Białaczowskiej i tam w wynajętej chałupie przeżyliśmy wojnę. Niestety nasz kochany tato trafił do obozu i spotkaliśmy się dopiero po wojnie. Wycieńczony, ważący 47 kg. długo leżał w amerykańskim szpitalu i dopiero, kiedy doszedł do siebie, odnalazł nas. Spotkanie odbyło się w Słupsku, na Pomorzu, gdzie całą rodziną przyjechaliśmy w poszukiwaniu nowego życia. Zamieszkaliśmy na ulicy Kołłątaja 10, to było piękne mieszkanie z pomieszczeniem dla służby. Zaczęłam się uczyć w „Ogólniaku”, to była szkoła wieczorowa. Do szkoły chodziłam ubrana w mundurek, z tarczą na czapce. Były oczywiście zabawy szkolne, wspólne wycieczki. Jednak my młodzi, nie w pełni cieszyliśmy się z tego okresu, w naszym życiu, zbyt świeże były jeszcze rany wojenne. Któregoś dnia do Słupska przyjechał mój znajomy i tak 11 listopada 1947 r. wzięliśmy ślub. Zamieszkaliśmy w Słupsku na ulicy Rybackiej. Ostatecznie osiedliliśmy się w Dębnicy Kaszubskiej, gdzie moja mama w 1950 r. otworzyła Izbę Porodową. Urodziłam trzech synów, mam wnuki i prawnuczki. Jak oglądam się wstecz, to widzę, mimo wojennej zawieruchy z jej piętnem, szczęśliwe życie.
Źródło: M. Czarnecka „Ogrody Dzieciństwa”

About The Author

1 thought on “Jadwiga Paluch

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *