Kazimiera Fronc

Pochodzę z Wołynia. Urodziłam się w 1927 roku i tam spędziłam 16 lat. Mój dom rodzinny znajdował się na koloni Janówka. Zamieszkiwali tam Polacy, Rosjanie i Ukraińcy. Byłam jedynaczką, tato pracował w lesie, poza tym mieliśmy 4 ha ziemi. Oprócz tego zbieraliśmy w lesie grzyby i jagody. Suszyliśmy je i sprzedawaliśmy w pobliskim mieście – to było dodatkowe źródło utrzymania. Pamiętam lalkę – gałgankę, którą uszyła mi mama. Przebierałam ją w różne stroje, które sama wymyślałam. Bawiłam się z koleżankami: Melanią, Stasią i Adelą. Okres dojrzewania, zabawy, potańcówki… U nas wszyscy razem się bawili, bez względu na pochodzenie. Wesoło bywało latem. Siadaliśmy na opłotkach, starsi i młodsi. Pamiętam jak śpiewaliśmy „Jarzębinę”, pozostałych piosenek w tej chwili nie pamiętam. Niestety przyszedł czas wojennej zawieruchy. Wspomnienia z tego okresu? No cóż, to było straszne. Niemcy wywozili nas furmankami, później czołgiem do pobliskiego miasta, stamtąd do Niemiec i do obozu pracy. Pracowałam z mamą i ciocią w kopalni grafitu. Mieszkałyśmy w barakach, które same budowałyśmy. Jedzenie było wydawane prze Niemców w kantynie. Na każdego więźnia przypadało 30 dkg. chleba z małą porcja zupy z brukwi. W naszym obozie przebywali więźniowie z różnych krajów. Niestety, tata zachorował i został wywieziony do Polski. Pamiętam nasze pożegnanie, uścisk dłoni przez siatkę ogrodzeniową. Więcej się nie spotkaliśmy. W obozie poznałam męża, tam też odbył się nasz ślub. Po wojnie przyjechaliśmy na „Ziemie Odzyskane” i zamieszkaliśmy w Komiłowie, później w Dębnicy Kaszubskiej i tak już zostało. Przez większość czasu pracowałam jako listonoszka, równocześnie wychowując dzieci i prowadząc dom.
Źródło: M. Czarnecka „Ogrody Dzieciństwa”

About The Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *